Wywiad z Łukaszem Wójcikiewiczem – młodym przedsiębiorcą, który skorzystał z pożyczki Wsparcie w starcie

Styczeń 13, 2016 12:34 pm Published by Leave your thoughts

Kasę zawsze można zorganizować

Rozmowa z Łukaszem Wójcikiewiczem, który dzięki pożyczce z Małopolskiego Funduszu Ekonomii Społecznej, założył Poco Loco – restaurację meksykańską ze zdrową żywnością.

 

Skąd pomysł na własną działalność gospodarczą?

Łukasz Wójcikiewicz: Spędziliśmy z żoną dużo czasu za granicą, w Islandii. Prowadziłem tam kuchnię w kilku restauracjach – z jedzeniem islandzkim, ale też meksykańskim. Wyjechałem w 2005, a wróciłem w 2015 roku – spędziłem na emigracji dziesięć lat. Zdobyłem duże doświadczenie, zwłaszcza że w niektórych przypadkach to były podupadające restauracje i razem z innymi pracownikami walczyliśmy, aby je podnieść, rozwinąć. To doświadczenie spowodowało, że postanowiłem spróbować założyć własny biznes.

Islandia nie jest chyba popularnym kierunkiem emigracji Polaków?

Kiedy wyjeżdżałem, to rzeczywiście nie był popularny kierunek. Islandia była wtedy krajem zamkniętym, to znaczy żeby móc tam zamieszkać i pracować, trzeba było przedstawić szereg zaświadczeń: o stanie zdrowia, niekaralności itd. Ale w pewnym momencie granice się pootwierały i Polaków zaczęło tam przyjeżdżać bardzo, bardzo dużo.

Miał Pan tam rodzinę lub przyjaciół, czy po prostu wybrał Pan Islandię na chybił-trafił?

Nie miałem. Przed wyjazdem do Islandii mieszkałem w Krakowie. Najpierw studiowałem inżynierię medyczną, a po studiach pracowałem w kuchni jednej z restauracji w Galerii Kazimierz. Tam poznałem moją obecną żonę, która gdy się poznaliśmy, oznajmiła mi, że wyjeżdża do Islandii. Wyjechaliśmy więc razem.

pl4

Żył Pan w dwóch krajach, więc ma Pan porównanie. Jakie są Pana spostrzeżenia o Polsce i Islandii?

W Islandii nie widziałem tylu osób bezdomnych, żebrzących, bezrobotnych. W Polsce te zjawiska są bardzo widoczne. A jednocześnie jest mało ludzi naprawdę chętnych do pracy – trudno o dobrego pracownika. W Islandii miałem okres, kiedy pracowałem w dwóch-trzech miejscach na raz. Z tego powodu inni Polacy potrafili do mnie dzwonić z wielkimi wyzwiskami, że oni są bez pracy, a ja zabieram im miejsce.

Mówi się, że Polacy mają za granicą opinię ludzi pracowitych i solidnych.

Ma Pani rację, tak jest. W środowisku islandzkim lubi się Polaków, ale nie wszystkich. Dopóki granice na Islandii były zamknięte, to przyjeżdżali tam ludzie, którzy musieli tutaj poczynić pewne starania, przygotować się do tego wyjazdu. Tym, którzy naprawdę się przygotowują, zwykle naprawdę zależy. Chcą wyjechać, żeby uczciwie pracować i godnie żyć. Takich ludzi jest ogrom. Jednak odkąd otworzyli granice, to do Islandii zaczęły przylatywać różne egzemplarze. Zaczęły się kradzieże, ukrywanie się… I opinia Polaków została nadszarpnięta.

Mimo że w Islandii miał Pan ustatkowane życie i wypracowaną pozycję, zdecydował się Pan jednak na powrót do kraju…

Zawsze chciałem wrócić do Polski, ale z konkretnym pomysłem, a nie po to, żeby szukać pracy. Znałem kilka osób, które otworzyły tutaj swój biznes i im się powiodło. To mnie zainspirowało. Poza tym chciałem też realizować swoją ideę, według której żyję. Razem z żoną kładziemy nacisk na zdrowe jedzenie – staramy się dobierać naturalne składniki, jak najmniej przetworzone. Uprawiamy swoje roślinki, zioła. Przez swoją działalność chcę pokazać, że takie zdrowe rzeczy mogą jednocześnie świetnie smakować. W poprzednich miejscach pracy, w restauracjach, często musiałem używać ulepszaczy smaku. A tutaj moją główną ideą jest to, żeby wszystko było naturalne, świeże i zdrowe.

pl5Jak dowiedział się Pan o pożyczkach z Małopolskiego Funduszu Ekonomii Społecznej?

Zawsze wiedziałem, że jeśli chcę otworzyć swoją działalność, to powinienem mieć zgromadzony kapitał, bo to nie jest tania sprawa. Wiedziałem też, że będę musiał nauczyć się polskiej biurokracji. Wyjechałem praktycznie zaraz po studiach, tylko chwilę tutaj popracowałem, więc nie miałem styczności z dokumentami, urzędem skarbowym, podatkami odprowadzanymi od działalności gospodarczej… W przeciwieństwie do Islandii nie wiedziałem, jak to tutaj funkcjonuje.

O pożyczkach MFES dowiedziałem się od zaprzyjaźnionej księgowej. To dobra znajoma mojej rodziny, która zresztą teraz zajmuje się księgowością naszej firmy. Kiedyś powiedziała mi, że istnieje coś takiego jak tanie pożyczki na otwarcie swojego biznesu. Wygooglowałem i znalazłem.

Formalności związane z pożyczką były dla mnie bardzo proste. Większość rzeczy załatwiłem przy komputerze, trzeba było tylko zgromadzić kilka odpowiednich dokumentów.

Gdy już dowiedział się Pan, że ma tę pożyczkę i może otwierać działalność, to co było dla Pana najtrudniejsze do zrobienia?

Znalezienie lokalu. W jego przypadku bardzo ważna była oczywiście lokalizacja i cena miesięcznego najmu, a te ceny w Krakowie są kosmiczne! W tym miejscu, gdzie jesteśmy, też planowałem zlokalizować swoją restaurację (rozmawiamy przy ul. Szewskiej, w jednej z nowo otwartych sieciowych kawiarni – przyp. MS), ale cena była naprawdę niesamowita. Miesięczne koszty utrzymania takiego miejsca są bardzo wysokie.

Wynająłem lokal przy ul. Czystej. Wcześniej mieścił się tam sklep SPOŁEM. Lokal był w nieciekawym stanie. Wszystko było do wymiany – od elektryki, przez hydraulikę po witryny frontowe. Znalezienie ekipy, która to zrobi w miarę sumiennie, porządnie, za rozsądne pieniądze – to też był twardy orzech do zgryzienia. Gdy lokal był już gotowy, to dość męczące były różnego rodzaju odbiory dokumentów, dopinanie formalności – nadzór budowlany itp. Wtedy okazało się, że mam nieżyczliwych sąsiadów. Bardzo utrudniają mi życie. Moja działalność i restauracja bardzo im przeszkadza. Non stop mamy spotkania w nadzorze budowlanym, choć wszystko mam zrobione według tak zwanej sztuki budowlanej. Jednak sąsiedzi doszukują się wad, nieprawidłowości, nasyłają na mnie różne instytucje. Płacę mandaty. Czasami ktoś mi coś podrzuci… To są przykre sytuacje.

Czy zatrudnia Pan jakichś pracowników, czy na razie wraz z żoną próbują Państwo sami prowadzić restaurację?

Trudno znaleźć dobrego pracownika. Pojawiły się 2-3 osoby ze środowiska studenckiego, ale one chciałyby pracować za nie wiadomo jak wysokie kwoty, a nawet odrobinę nie były w stanie dopasować swoich grafików.

Jestem na etapie szukania osoby, która mogłaby poprowadzić to poważnie, szczególnie „linię frontową”, to znaczy obsługę klienta. Wtedy można siąść i porozmawiać o odpowiednich pieniądzach, umowie o pracę na dłuższy czas. Ale chęci muszą być z dwóch stron.

Jak wygląda Pana dzień pracy jako przedsiębiorcy?

Z tego powodu, że serwujemy świeże, naturalne jedzenie, to pierwszym zadaniem jest wyprawa dwa-trzy razy w tygodniu na giełdy, np. na tę przy ul. Rybitwy. Staram się też znajdować rolników, poznawać ich, rozmawiać. Zimą trudno jest o dobre warzywa – o tej porze roku na giełdzie panują pustki. Są tylko importerzy, pojedyncze osoby. Drugim najważniejszym zadaniem jest krojenie, przygotowywanie posiłków. Dlatego też pomoc kuchenna jest tak potrzeba – staramy się kroić wszystko tego samego dnia, w którym będzie podane. Do tego wszystkiego mamy jeszcze dwójkę dzieci, więc dochodzą obowiązki związane ze szkołą, zajęciami dodatkowymi i tak8. lukasz dalej (uśmiech).

Czy nauczył się Pan już polskiej „papierologii”? Jak postępować z urzędami, jak radzić sobie z dokumentacją? Czy zwykły człowiek jest się w stanie tego nauczyć?

Można to ogarnąć, jeżeli jest się pewnym, że nie ma się nic do ukrycia. U mnie wszystko jest zrobione od A do Z tak, jak ma być. Wiem, że nie mogę pozwolić sobie na błąd. Jeśli ktoś próbuje kombinować – a wiem, że jest dużo takich osób – to wiadomo, że w pewnym momencie się potknie i to wyjdzie na jaw.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie w Polsce system elektronicznego załatwiania różnych spraw – kiedyś tego nie było. W Islandii nauczyłem się, ze przez internet załatwia się wszystko. Jestem do tego przyzwyczajony i na pewno trudno byłoby mi biegać po urzędach.

Pracował Pan jako osoba zatrudniona u kogoś, teraz prowadzi Pan własną działalność gospodarczą. Ma Pan porównanie. Jakie widzi Pan plusy, a jakie minusy prowadzenia swojego biznesu?

Zaletą jest możliwość realizowania swojej idei. Cieszy mnie, że ona się sprawdziła, ludzie ją zaakceptowali, polubili i chwalą. To wynagradza codzienne starania chociażby o najwyższej jakości, świeże jedzenie. Słyszę nawet głosy, że mamy za niskie ceny jak na jakość, którą oferujemy.

Minusem jest fakt, że nie można wziąć dłuższego oddechu – w pracy jest się praktycznie cały czas. Codziennie trzeba myśleć, co nowego wprowadzić, czego jeszcze potrzeba. Gdy pracuje się u kogoś, to po prostu słyszy się polecenie i wykonuje się je, a po ośmiu godzinach, czy nawet dwunastu, idzie się do domu, ale już o nic nie trzeba się martwić.

Skąd nazwa Poco Loco?

Jest jedna rzecz, która mnie nie cieszy: ludzie, błędnie, łączą naszą nazwę z jakąś – podobno bardzo popularną – piosenką z gatunku techno. Ale to zdecydowanie nie była nasza inspiracja (śmiech).

Długo szukaliśmy nazwy, wahaliśmy się. Islandia ma dobre połączenia lotnicze z Hiszpanią. Często więc lataliśmy tam na wakacje. Co jakiś czas przejeżdżaliśmy obok restauracji, która nazywała się Poco Loco. Zawsze mieliśmy mocne postanowienie „musimy do niej zajrzeć”. Byliśmy trzy lata z rzędu w tym miejscu, ale do tej restauracji nigdy nie dotarliśmy – albo nie było czasu, albo nie było gdzie zaparkować…  Ale ona została nam w głowie.

pl3

Gdyby miał Pan zachęcić osoby, które myślą o założeniu swojego biznesu, ale się wahają, to co by Pan powiedział?

Jeśli ktoś chce w życiu zrobić coś więcej niż tylko iść odbębnić swoje osiem godzin w pracy, jeśli ma ambicje i plany, to powinien je realizować, po prostu. Ten, kto nie próbuje, nigdy się nie przekona i na pewno nigdy nie odniesie sukcesu. W moim przypadku to było ryzyko – podjąłem decyzję o powrocie do Polski w krótkim czasie, biorąc na barki całą moją rodzinę, chociaż w Islandii mieliśmy naprawdę dobre życie: mieszkanie, samochody, pracę, szkołę. Teraz nadal ryzykujemy. Tylko ryzyko może zaowocować – nie można się go bać. Mój tata powtarzał, że kasa to jest rzecz, którą zawsze można zorganizować. Wystarczy tylko mieć dobry pomysł i chęci.

Rozmawiała: Martyna Słowik

 

Tags: , , , , , ,

Categorised in:

This post was written by mfes-admin